Szukasz noclegu w Łomiankach? Odwiedź naszą stronę pokojewlomiankach.pl
A A A

PROTOTYP CANONA

Oto jesteśmy u źródeł fotografii, cofnięci o niemal pięć wieków wstecz: gdzieś około roku pańskiego 1500 wielki florentyńczyk Leonardo da Vinci, „boski Leonardo", kładzie fundamenty pod gmach fotografii. Opisuje urządzenie nazwane camera o b -s c u r a. Jeśli w przedniej ścianie szczelnie zamkniętego pudła zro­bimy niewielki otworek, to na przeciwległej ścianie utworzy się odwrócony obraz przedmiotu, na który pudło „nastawimy". Nie wiem, czy „boski Leonardo", który przewidział lot człowieka, przewidział także, że jego camera obscura to właściwie aparat fo­tograficzny. Dziś każdy uczeń szkoły podstawowej wie, że aparat jest udo­skonalonym pudełkiem mającym z przodu otworek, że właściwie bardzo blisko od Leonardowskiej camery do jakiegoś Zenita czy Pentaconsixa, a szczególnie do prymitywnego aparatu skrzynko­wego. Mistrz florentyński nie przypuszczał jednak, by obrazki, które powstają na tylnej ścianie jego skrzyneczki, można było „złapać", „utrwalić", „uwiecznić"-bo i czym? Dwieście kilkanaście lat wystarczyło zupełnie, by Leonardo-wska camera poszła w zapomnienie. I dlatego może człowiek, któ­ry mógł był w 17 2 7 r. wynaleźć fotografię - nie wynalazł j ej. Był to profesor z Halle, Jan Henryk Schultze. Odkrył on wówczas, że niektóre związki chemiczne srebra reagują na światło. Podobnie jak skóra ludzka - wystawiona na działanie słońca - związki te czerniały. Ale profesor nie słyszał pewnie nic o camerze, a jeżeli słyszał, to zapomniał. Fotografia „nie wynalazła się". OD 19 SIERPNIA 1839 ROKU.. Dopiero w sto lat po Schultzem dwóch Francuzów - wzajemnie o sobie nie wiedząc - zaczęło pracować nad „otrzymaniem wizerun­ku bez pomocy rysowania". Jeden, starszy już pan, J.N. Niepce (urodził się w 1765, a zmarł w 1833 roku), ongiś oficer walczący pospołu z Legionami Dąbro­wskiego pod wodzą Napoleona we Włoszech, osiadły o kilkaset kilometrów od Paryża. Drugi, dość znany w Paryżu malarz i sce­nograf, jak byśmy to dziś nazwali, znacznie odeń młodszy (ur. 1789, zm. 1851), L.J. Daguerre. Przypadek sprawił, że się poznali. Zawarli spółkę do wymiany doświadczeń, a mieszkali o czterysta kilometrów od siebie. Pisali, a listy szły wolno. Praca szła więc także powoli. Obaj przecież poruszali się po dziewiczym i właści­wie obcym im terenie chemii. Wreszcie Daguerre, znowu przez przypadek, odkrył, że jego jodosrebrowa płyta daje się wywołać w parach rtęci. Właściwie - był to rok 1837 - fotografia została odkryta. Nie­pce już od czterech lat nie żył. Półtora roku starań o korzystną sprzedaż tajemnicy wynalazku zawiodło, nikt nie chciał uwierzyć w możliwość „malowania światłem". Ale wiadomość o wynalaz­ku dotarła do Akademii Nauk. Jej sekretarz, znakomity fizyk D.F. Arago, w lot pojął doniosłość tego, co stworzyli Niepce i Daguerre. Wynalazek ten - sądził - nie powinien być opatentowany, powi­nien być dostępny każdemu człowiekowi na świecie. I sprawił, że rząd Francji przyznał Daguerre'owi dożywotnią rentę roczną w wysokości 6 tysięcy franków, a synowi i spadkobiercy Niepce'a -4 tysiące. 19 sierpnia 1839, na posiedzeniu Akademii Nauk w Pa­ryżu, wśród entuzjazmu tłumów, opublikowano szczegóły wyna­lazku, jego technologię, czyli proces fotografowania, który na­zwano wówczas dagerotypią. We wrześniu tego roku opis dagero-typowania wydano drukiem. Polski przekład ukazał się już w gru­dniu tego pamiętnego 1839 r., w Poznaniu.