Szukasz noclegu w Łomiankach? Odwiedź naszą stronę pokojewlomiankach.pl
A A A

NA ZAKOŃCZENIE PRZEDSZKOLA

Do otrzymania cenzurki ze wstępnego kursu fotografii brak nam jednej istotnej rzeczy. Będzie nią niedyskretne spojrzenie za kuli­sy laboratorium prac amatorskich w jakimś dużym zakładzie fo­tograficznym. Dlaczego tam? Gdyż tam koncentruje się naraz większa liczba błon „szarych pstrykaczy", tam można wyciągnąć ogólne wnioski, opierające się na obserwacji nie tego czy owego amatora, lecz na ob­serwacji amatora „przeciętnego". Materiał do studiów doskonały. Cóż można powiedzieć, zajrzawszy niedyskretnie w to osobli­we miejsce? Fotografujemy źle. Niestety - tak jest. Doprawdy, aż trudno to zrozumieć. Fotografia jest łatwa i prosta. Oczywiście, co innego zrobić piękne zdjęcie, co innego zaś - zdjęcie technicznie udane. Ale w tym sęk, że właśnie tych udanych jest niewiele. Albo odwrotnie: przerażająco wiele jest nieudanych. O zdjęciach artystycznych zaś lepiej nie mówić w ogóle. Porażki innych powinny nas doprowadzić do zwycięstwa, jeśli znajdziemy ich przyczynę. Wszystkie podręczniki fotografii zaj­mują się z reguły roztrząsaniem zagadnienia, „jak postępują ci, którzy robią zdjęcia mistrzowskie". Pozwolę sobie zająć się przez chwilę zagadnieniem, „jak postępują ci, którzy zdjęcia psują". Otóż w ciągu kilku miesięcy letnich (wtedy procent błędów jest jeszcze stosunkowo niewielki) zbadałem w pewnym laborato­rium tysiąc błędów, które spowodowały zepsucie zdjęcia. Żmudna robota statystyczna opłaciła się. Pewnie, że przy in­nym obliczeniu, bądź w innym środowisku, liczby te mogą ułożyć się nieco inaczej. Możemy jednak śmiało oprzeć się na posiada­nych obliczeniach. Oto wyniki: 523 zdjęć 302 " 93 " 71 " 11 " niedoświetlonych poruszonych zaświetlonych nieostrych i nie­wyjaśnionych prześwietlonych 52,3% 30,2% 9,3% 7,1% 1,1% 1000 zdjęć ogółem 100% A więc najpierw zdjęcia niedoświetlone. Są to takie, przy których do wnętrza aparatu wpadło za mało światła. Jest tu tro­chę zdjęć w plenerze: np. takie, kiedy późnym popołudniem za­chciało się komuś wypróbować migawkę 1/500 s. Dominują jed­nak zdjęcia w mieszkaniu. Te z reguły są niedoświetlone, gdyż bar­dzo często naświetla się je zbyt krótko. Ba, znałem kogoś, kto w pokoju wieczorem, przy zwykłej żarówce, fotografował z ręki na 1/60 s. A pamiętajmy, że w jasnym, słonecznym pokoju o godz. 12.00 w południe jest około 30 razy ciemniej niż w tej samej chwili na wolnym powietrzu, że zdjęcie w pokoju jedynie wyjąt- kowo może się udać przy 1/30 s i to przy pełnym otworze obiekty­wu. Wracając jeszcze do zdjęć w plenerze - nie doceniamy, na ogół, jak bardzo wpływają na przedłużenie czasu naświetlania zmiany w oświetleniu przedmiotu. Silne zachmurzenie powinno spowo­dować czterokrotne przedłużenie naświetlania, tymczasem niekiedy nie raczymy nawet wziąć go pod uwagę. Rezultat: przy słońcu zdjęcia udają się nawet nieźle, natomiast w niepogodę - ani rusz! warunki normalne Dalej idą zdjęcia poruszone. Trzeba tu od razu wyróżnić: poruszone w całości (aparat drgnął w trakcie zdjęcia) i takie, na których jedynie przedmiot się poruszył (ruch przedmiotu był za szybki w stosunku do użytej migawki). Tych ostatnich jest w praktyce mało. Wracając więc do pierwszych: oczywiście fotogra­fując na czasy krótsze niż 1/30 s można też poruszyć. Znałem przypadki, gdy poruszono nawet przy 1/250. Zwłaszcza niebez­pieczne są momenty fizycznego zmęczenia, co już zdążyłem gdzieś zaznaczyć. Jakiś np. zagorzały taternik wspina się na Giewont, zadyszy się, zasapie, serce mu wali jak młotem, ale dumnie staje na szczycie i fotografuje panoramę Zakopanego na 1/125 s. I zdję­cie jest poruszone. No, to są jednak tylko wyjątki. Zasadniczo do 1/60 s włącznie można dość bezpiecznie robić zdjęcia z ręki, natu­ralnie po uprzednim wyćwiczeniu pewności chwytu. Natomiast poniżej granicy l/30s każde zdjęcie „z ręki" jest z góry i na pew­no zepsute (wyjątki dotyczą bardzo doświadczonych amatorów). Oczywiście trzeba wtedy postawić aparat na stole, a najlepiej umocować na statywie. I pamiętać: a) statyw też może drgnąć, choć nie powinien, b) wyzwalając migawkę, możemy to zrobić tak brutalnie, że poruszymy (- więc wężyk!). Następnie zdjęcia zaświetlone. Powstają one wtedy, gdy na emulsję światłoczułą padną poza promieniami, tworzącymi obraz, jeszcze jakieś niepowołane, niepotrzebne promienie. Zwy­kle dzieje się to dlatego, że po zakończeniu błony i wyjęciu jej z aparatu nie opiekujemy się nią należycie: nie zawiniemy jej w cie­mny papier, nie damy do wywołania, a trzymamy nie wiadomo po co gdzieś w szufladzie czy na półce. W fotografii małoobrazko­wej, gdzie błonę zakłada się do kasetek w ciemni, może się zda­rzyć, że ciemnia była nieszczelna lub ktoś wszedł niespodziewanie i błona się zaświetliła. Kasetki też zresztą bywają nie najszczel-niejsze, zwłaszcza po wielokrotnym użyciu. Dlatego warto wyj­mować je z aparatu w miejscu zaciemnionym i zaraz opakowywać w czarny papier. Dalej zdjęcia nieostre, powstałe wskutek mylnego nasta­wienia na ostrość, zwykle przy dość dużym otworze obiektywu. Tego błędu bodaj najłatwiej w praktyce się ustrzec. Nieostrość może jednak powstać także i wskutek mechanicznych uszkodzeń aparatu (zwykle przez jakieś mocowanie się z aparatem), obluzo­wania obiektywu itp., a także wskutek dokonywania zdjęć z nie wyciągniętym obiektywem - w aparatach, w których go się wy­ciąga (np. stara Zorka). Zasada: jeśli cała błona od początku do końca, bez wyjątków, jest jednolicie nieostra, to trzeba natych­miast oddać aparat do sprawdzenia. Nieznaczna liczba prześwietlonych zdjęć (zbyt dużo światła) dowodzi, że zawsze w przypadkach wątpliwych lepiej naświetlać dłużej, nawet znacznie dłużej niż krócej. Będzie o tym jeszcze obszernie mowa. Nowoczesna emulsja fotograficzna nie znosi niedoświetlenia, natomiast jest bardziej pobłażliwa dla kil­kunastokrotnych nawet prześwietleń. Bieda głównie z tym, że zdjęcia naświetlone bywają często i poruszone jednocześnie. Jak tego uniknąć, wiemy. Już! Idziemy fotografować. A nie zapomnijmy, że przed każdym zdjęciem trzeba: nastawić ostrość, nastawić czas naświetlania, nastawić przysłonę. STRESZCZAMY SIĘ Fotografowanie polega na połączeniu zasady camery obs-curyz wynalazkiem emulsji światłoczułej, która „chwyta"rzuto­wany przez obiektyw obraz, dając nega tyw. Nega tyw skopiowany na papierze da nam pozytyw, czyli odbitkę. Obiektyw jest okiem aparatu i - tak jak oko - trzeba go na­stawiać na żądany dystans. Możemy jednak znacznie zmniejszyć ryzyko fałszywego nastawienia przez przysłonięcie obiektywu. Przed każdym zdjęciem musimy nastawić właściwie: a) ost­rość, b) czas naświetlania, c) przysłonę. Jeśli nie opanowaliśmy jeszcze dobrze tej sztuki lub brak nam czasu, posługujemy się zasadą szybkostrzelności, która przy szablonowych, najczęstszych warunkach zdjęcia odda nam na pe­wno duże usługi. Jeśli chcemy już nastawić dokładnie ostrość - uciekamy się do pomocy dalmierza, a jeśli przysłonę i czas naświetlania - do światłomierza. Dalmierz nie jest zresztą niezbędny, światłomierz jednak, czy choćby tania tabela naświetlań, są koniecznie potrze­bne w praktyce amatorskiej.